Rok od odkrycia mojej tajnej rzeki w Norwegii

Rok od odkrycia mojej tajnej rzeki w NorwegiiMinął rok od momentu, kiedy odkryłem swoją tajną rzekę w Norwegii. Miejsce, które w zeszłym sezonie dało mi setki pstrągów. Nie byle jakich, bo często były to piękne, grube potokowce, takie ryby, które zostają w głowie długo po powrocie do domu.W zeszłym roku o tej porze rzeka już żyła. Pstrągi potokowe były aktywne, żerowały po jesiennym tarle i dawały piękne brania. Dlatego w tym roku, kiedy wróciłem z Polski, miałem w głowie tylko jedno: oby nie było za późno. Bałem się, że moje małe norweskie eldorado już ruszyło, a ja przegapiłem najlepszy moment.Pierwszy wyjazd, zimno i martwa wodaPojechałem 29 kwietnia, zaraz po powrocie z Polski. W głowie miałem obraz rzeki z poprzedniego sezonu: oczka na wodzie, spławy, ryby stojące w dobrych miejscach i gotowe do ataku.Na miejscu szybko dostałem kubeł zimnej wody na łeb.Temperatura koło zera, lekki wiatr, woda niby idealna, ale rzeka była martwa. Zero spławów. Zero oczek. Zero życia na powierzchni. Próbowałem wszystkiego: much, błystek, różnych prowadzeń. Ryba po prostu jeszcze nie żerowała.Tego wieczoru udało mi się wyciągnąć tylko dwie sztuki: około 46 i 44 cm. Niby piękne ryby, ale po tym, co pamiętałem z zeszłego roku, czułem, że coś jest opóźnione. Cały ekosystem jeszcze nie ruszył. Wszystko wyglądało tak, jakby natura była cofnięta o dobre dwa tygodnie.Ale wiadomo, ja się tak łatwo nie poddaję.Majówka z planem na rzeźnięNa majówkę byłem umówiony z moim przyjacielem Krystianem, który przylatywał do mnie z UK. Plan był prosty: odebrać go z lotniska, przespać się chwilę, ogarnąć rano rejs z ludźmi, a potem pakujemy sprzęt i jedziemy nad rzekę.Do ekipy dołączył jeszcze Marek, który od jakiegoś czasu męczył mnie, że chce jechać na pstrągi. Umówiliśmy się z nim blisko rzeki około 19:00.Docieramy na miejsce. Szybki montaż wędek i nad wodę.Na rzece kilka osób. Nikt nic nie łowi. Mija godzina. Zmieniam muchy, błystki, spławiki, kombinuję. I w końcu jest pierwsze branie na muchę.To był ten moment, kiedy trzeba było przestać łowić przypadkowo, a zacząć czytać wodę.Otworzyłem rzekęŁowiłem na kulę wodną z dwoma bocznymi trokami. Jeden dłuższy, około 20 cm, drugi krótszy. Do tego przezroczysta tonąca bombarda. Po pierwszym braniu zacząłem rozkminiać, co dokładnie sprowokowało rybę.Nie chodziło już o samo wrzucenie zestawu. Trzeba było znaleźć rytm: głębokość, opad, tempo prowadzenia, zatrzymanie. To, co pstrąg lubi, kiedy nie chce brać z marszu.I w końcu zadziałało.Trzysekundowy opad. Wolne zwijanie. Lekkie szarpnięcie. Zatrzymanie. Branie.Tak otworzyłem wodę.Pierwsze pięć dużych ryb wzięło właśnie na ten schemat. Wszystko piękne potokowce, około 50 cm i większe. Ryby grube, mocne, świetnie wybarwione.Potem cisza.Więc znów trzeba było kombinować.Ciemność, dzikuny i jazda jeden za drugimZrobiło się ciemno. Założyłem większe, bardziej widoczne przynęty, takie moje „dzikuny”, po kilka sztuk na muchę, żeby ryba lepiej je widziała. Dałem głębszy opad, około 5 sekund, i zacząłem prowadzić zestaw bardzo wolno.Mój Stradic 4000 zwija szybko, więc musiałem naprawdę pilnować tempa. Jak najwolniej. Puścić zestaw, dać mu pracować, nie spieszyć się.I znowu się zaczęło.Jeden za drugim wychodziły piękne pstrągi. Wszystko około kilograma albo ponad. Grube, ciemne, norweskie potokowce z charakterem.Tego wieczoru złowiłem 10 sztuk.Najlepsze było to, że na rzece było około 10 osób i nikt poza mną nie złowił ryby. To nie był dzień, że ryba brała wszystkim. Trzeba było ją znaleźć i rozgryźć.Marek łowił obok mnie. Krystian początkowo coś próbował, miał jakieś brania, ale chyba browar wygrał z pstrągami.A Marek? Marek stał przy mnie, patrzył, podbierał mi kolejne ryby i widziałem, że ciśnienie mu rośnie. W końcu, kiedy zaciąłem kolejnego pstrąga, nie wytrzymał i wypalił:„Ty chuju!”Powiedział to tak, że od razu wiedziałem jedno: rozjebałem mu system. Chłop powiedział na głos to, co przez pół godziny mielił w głowie.Śmiechu było co niemiara.Hytte jak z filmu o upadku cywilizacjiNiedaleko rzeki wynajęliśmy hyttę na noc, w sumie na dwa dni. Około 1:00 w nocy jedziemy na miejsce. Klucz miał czekać w donicy na zewnątrz.Wbijamy do środka i naszym oczom ukazuje się wielki dom. Tylko że zamiast klimatycznej norweskiej chatki dostaliśmy melinę. Brud, syf i ubóstwo. Taki standard, że człowiek zaczyna doceniać własny samochód jako apartament.Wyciągnęliśmy z auta śpiwory, koce, poduszki i jakoś tę noc przetrwaliśmy.Rano śniadanie, szybkie ogarnięcie i około 12:00 znowu ruszamy nad rzekę.Drugi dzień: cisza do wieczoraOd 13:00 do 21:00 zero brań.Kompletna cisza. Człowiek rzuca, zmienia, kombinuje, poprawia, próbuje i nic. Rzeka znowu zamknięta. Taka woda potrafi człowieka przepuścić przez pralkę w głowie.Dopiero około 21:00 łowię pierwszego pstrąga. Potem dokładam jeszcze dwa piękne.W międzyczasie przełamuje się Krystian. Łowi pięknego pstrąga na obcej wodzie. Dla niego to była ryba z kategorii „będę o tym gadał przez rok”. Wyrównał swój rekord, a jego radość była taka, że musiałem to nagrać. Czysta satysfakcja. Taka prawdziwa, bez udawania.Zwinęliśmy się około 23:00 z planem, że rano wracamy jeszcze raz.Ostatni poranekTen sam schemat: krótki sen, pobudka o 4:00 i jazda nad rzekę. Od 5:00 rano znowu łowimy.Doławiam jeszcze trzy sztuki, ale ryba nie żeruje tak, jak powinna. Czuć, że sezon jeszcze nie wszedł na pełne obroty. Po kilku godzinach jesteśmy już zajechani, więc wracamy do domu.Podsumowanie majówkiCały wyjazd zakończyłem z wynikiem około 16–17 pięknych pstrągów. Nie były to przypadkowe ryby. To była robota na kombinowanie, szukanie, zmianę prowadzenia, opad, tempo i cierpliwość.Rzeka pokazała, że jeszcze nie ruszyła pełną parą, ale też dała znać, że potencjał dalej tam jest. Moje tajne norweskie eldorado żyje. Tylko w tym roku potrzebuje trochę więcej czasu.Majówka zaliczona. Ryby piękne. Czas z przyjacielem jak zawsze wesoły. Trochę zimna, trochę syfu w hyttcie, trochę śmiechu i dużo emocji nad wodą.Sezon dopiero się zaczyna.A ja wiem jedno: niedługo ruszam na tę rzekę na ostro. 🎣

psotkamagik20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *