Niedzielne wędkowanie i grilowanie.

W piękną niedziele wybraliśmy się z Psotką na tutejszy fiord w okolicy Stavanger. Fiord ten, zazwyczaj nie obfituje w ryby, a tym bardziej duże, ale zawsze coś na kolację złowimy. Od czasu gdy zaczeli norwedzy kuć tunel pod morzem prowadzący na wyspę w okolicy Tau, ryba przestała wchodzic do fiordu i jest bezrybie. Wybuchy skutecznie odstraszyły rybe na długie lata. Ale lubimy tu pływać i się relaksować. Gdy nie ma pogody w Egersundzie lub na otwartym morzu północnym od stony Helesto, odwiedzamy ten właśnie fiord bo tam zazwyczaj nie wieje. Odpaliłem echsondę i szukam ryb na górkach których tu jak na lekarstwo. Zapisy na echu piękne, ale ryby 30 cm rdzawce to maks co udaje się złowić. Zmieniam miejscówkę płynąc powoli i dostrzegam piękny zapis na axiomie i się zatrzymuję obłowić to miejsce. Okolo 40m mam pod sobą, spuszczam 200 gramowego pilkera z przywieszkami i zaczyna coś pukać i czuję na szczytówce ze to drobnica. W miedzy czasie mam telefon od ojca, wiec zostawiam zestaw na dnie, podczas rozmowy coś siadlo drobnego na przywieszki. W koncu kończe rozmowę i wyciągam i nie wieżę co widzę!dwa piękne śledzie których nigdy tu nie złowiłem 🙂 To zawsze była dla tutejszych wędkarzy zagadka że tu on nie wchodzi. Zaznaczyłem waipontem na mapie to miejsce i kilka razy wróciłem na nie, ale niestety już nic nie złowiłem. Psotka rzuca hasło – szukamy miejscówki na grilla, więc płyniemy w okolice Hundvog czyli psiej wyspy. Kiedyś tam, gdy przyszla zaraza prawdopodobnie czarna ospa, to nikt nie przeżył tylko psy. Po drodze wypatruje rybaka łowiącego na górce 40metrowej na sznur jakieś ryby. Sznur z hakami, coś na tym haku było, ale nie dostrzegam co, nie widzę również by coś łowił. Na tym miejscu łowie kilka rdzawców i plyniemy dalej z Psotką i naszymi podopiecznymi Lenoxem i Lailą. W koncu znajdujemy piekne miejsce na jednej z wysp miejsce z pomostem gdzie możemy rozpalić grilla, cos zjeść, wypić kawę i odpocząć. Oddaliliśmy się od domu około 30 km wiec po kilku godzinach zapada decyzja ze wracamy, przecież jeszcze trzeba łódź na przyczepę wrzucić i pojechać na myjnie. W domu lądujemy koło godziny 21. Choć ryb za bardzo nie było, to z żonką było bardzo miło i wspominać ten dzień będziemy z uśmiechem na twarzy 🙂

psotkamagik20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *