
To co się wydarzyło ciężko opisać, ake się postaram. Wybrałem się z chłopakami na niedzielny rejs, nie był komercyjny ale nie usiedzę w domu przez weekend więc skrzyknąłem chłopaków i o 7 spotkaliśmy się na Rennesoy. Wypłynęliśmy o 7 na miejscu byliśmy około 7:30. Tradycyjnie mój pierwszy rzut i jest ryba, chłopaki się śmieją skoro ja łowie pierwszy rybę to nie będzie już wyników a przynajmniej przez godzinę. I tak było, potem się rozkręciło trochę. I każdy coś zaczął łowić. I przybywało ryb w kastach. Męczył mnie ten dzień i w sumie sam nie wiem czemu pojechałem na ryby bo dzień prędzej popiłem browarów i nie tylko. Już mieliśmy sie zwijać gdy postanowiłem oddać jeszcze kilka rzutów na szprote z główką jigową 40 gramową. Przyneta idzie w opadzie i tradycyjnie znane mi uderzenie przycinam i siedzi, dwa obroty korbą i nagle coś ruszyło jak autobus. Odjazd tak niesamowity że chłopaki mówią zaraz ci się skończy plecionka, podkręcam hamulec ale ryba dalej robi co chce ze mną. Wybieram troche plecionki może z 5 metrów i kolejny odjazd, wiem dokładnie co mam i wiem i mowie ze to jest nie do wyjęcia. Koledzy widząc co się dzieje zaczynają nagrywać, moja wędka do 40 gram wyrzytu pracuje pięknie a hamulec gra przepięknie. Nic zrobić nie mogłem za bardzo, po kolejnym odjeździe ryby i moim holu poczułem że jest coś na końcu zestawu ale jak by lżeĵ. Jakie było moje zdziwnienie gdy na powierzchni ukazał się praktycznie martwy lir cały pocharatany od zębów. Dopiero gdy go zobaczyłem zdałem sobie sprawę co sue wydarzyło. W mojego holowanego lira uderzył ogromny halibut, pół metrowy rdzawiec zmasakrowany od zębów. Halibut go połknął, miał zębach gardłowych i coś go uwierało jeszcze sobie sprawy chyba nie zdawał co się dzieje że coś mu chce rybę wyrwać z ryja. Moim zdaniem ten halibut to nawet nie walczył tak naprawdę że mną on sobie po prostu pływał zdziwiony ze coś mu tam chce wyrwać jego zdobycz z ryja. Nic nie mogłem zrobić w tej chwili, ale gdy odjeżdżał któryś raz i kończyła mi się plecionka przeszło mi przez głowę żeby odpalić silnik i podążać za nim. Była to największa ryba z jaką miałem doczynienia. Zapewne podejmę próbę złowieniu jej w niedalekiej przyszłości.