Przedostatni dzień starego roku postanowiłem spędzić na strzelnicy. Jakiś czas temu kupiliśmy z żonką czarnoprochowca Rolling Blocka 50 z lunetą. Czasy są niepewne i w razie ataku zombi 🙂 będziemy mieli czym się bronić. To był główny powód dla którego go kupiliśmy. Wiec trzeba było się nauczyć z tego cacka strzelać 🙂 . Na jednej z grup o czarnoprochowcach poznałem Kordiana który ma identyczny model więc zagadałem i umówiłem się z nim na strzelnicy w jego miejscowości. Psotka zawiozła mnie na strzelnice a sama pojechała na zakupy. Po podpisaniu regulaminu na strzelnicy poszliśmy na stanowisko nr 5 i kolega zaczął mi wszystko objaśniać. Nigdy nie strzelałem z takiej broni więc bylem pilnym uczniem i szybko opanowałem co i jak. Trochę teorii i wskazówek jak zachowywać się na strzelnicy i zaczynamy strzelać. Najpierw Kordian mi przestrzelił moją broń i potem zaczęliśmy zabawę na całego. Wystrzeliłem około 70 pocisków o kalibrze 50 i 45 . Kolega dał mi postrzelać z rewolweru Remington od Pietty , bardzo fajna sprawa i już wiem że będę miał kolejn broń w domu 😉 na trudne czasy. Strzelectwo czarnoprochowe bardzo wciąga i myślę że to będzie kolejna nasza pasjans.










